Muzyka

Wiosenny Spring Break rozbrzmiewa i budzi do życia

Mimo tego, że już prawie jesień to powinno być o lecie. Ale życie jak i posty bywa przekorne i dlatego będzie o wiośnie 🙂

logo Spring Break
logo Spring Break

Świat dzieli się na tych którzy na Spring Breaku byli oraz tych którzy na Spring Breaku nie byli. Ten prosty podział nie jest stwierdzeniem dyskryminującym, ale oznajmiającym. To umowny podział wtajemniczenia, od którego rozpoczynam ten post, dedykowany szczególnie tej drugiej grupie odbiorców.

Nie była to impreza wypatrywana z utęsknieniem. Pewnie dlatego, że do tej pory nigdy w Spring Breaku nie uczestniczyłem. Oczekiwań nie miałem żadnych. Byłem przygotowany na najgorsze. Zawsze przecież można wcześniej pójść do domu i spróbować następnego dnia. Impreza trwa niezawodnie od czwartku do soboty (a jak się okazało w trakcie pisania tego posta – nawet do niedzieli).

Spring Break to cykliczna impreza odbywająca się w poznańskich klubach

Spring Break to coroczna, cykliczna, czterodniowa impreza, która odbywa się w poznańskich klubach. Według samego organizatora imprezy, to festiwal showcase’owy, który polega przede wszystkim na odkrywaniu nowej muzyki. Na moje, Spring Break to nie tylko odkrywanie nowej muzyki, ale również odkrywanie nowych miejsc rozsianych w Centrum Poznania.

Ten wpis traktować będzie nie tylko o samym festiwalu i jego muzyce, ale również o miejscach do których warto w Poznaniu się wybrać. Mam nadzieję, że zachęcę Was do tego, żeby za rok zaopatrzyć się w niedrogi karnet i wyruszyć na muzyczny podbój miasta.

Na imprezę dobrze jest się wybrać z kimś bliskim żeby móc na bieżąco przeżywać zagrane koncerty. Towarzyszką mojego Spring Breaka była Mary.

Impreza w każdym dniu rozpoczynała się o innej porze dnia. W czwartek plan zakładał rozpoczęcie festiwalu od kapeli grającej w Dragonie. Czy ja muszę przedstawiać Wam Dragona? Każdy szanowany mieszkaniec Poznania powinien wiedzieć co to za lokal. Zabrakło nam kilka minut żeby zdążyć na grający tam zespół The Saturday Tea. Drzwi zamknięte! Ale czy warto stać w kolejce i czekać jak jakiś desperat opuści maleńką salkę koncertową? Bowiem tylko wtedy byłaby szansa żeby tam wejść.

Zresztą nie był to jedyny w dniu dzisiejszym koncert na który nie zdążyliśmy. Zamiast czekać w przydługawej kolejce, usiedliśmy przy barze i zamówiliśmy piwko. Znad dragońskiego baru spoglądała na nas wielka głowa smoka. Dobrze, że nie kapała mu z pyska ślina. Dobrze, że Daenerys Kalisi nie wie gdzie się jej maleństwo szlaja, bo pewnie nasłałaby na lokal swoich Niezłomnych czy jak im tam. Po pierwszym piwku, wyszliśmy na ulicę gdzie przez rozpostarte okno dwudziesto – trzydziestoosobowej salki rozbrzmiewało gitarowe ostre granie.

The Saturday Tea – Warsaw Sessions

Ciekawiło mnie na kogo trafimy na naszym pierwszym koncercie. Dla ułatwienia wszystkich uczestników festiwalu, organizator przygotował specjalny harmonogram z miejscami gdzie i o której grają poszczególne kapele. W tej samej książeczce zamieszczona była również mapka Poznania ze wszystkimi tymi miejscami. Na naszym rozkładzie muzycznym Mary zaznaczyła serduszka na co warto się w tym roku wybrać.

Muzyczny plan Spring Break Poznań 2019
Muzyczny plan Spring Break Poznań 2019

I pomyśleć, że poza „sobotnią herbatką” nie zdążyliśmy wcześniej na „ślepe słońca” (The Blind Suns) i później jeszcze na Hanię co się Rani. Żeby ze spokojem zdążyć na kolejny koncert musieliśmy ruszyć dupska. Z uwagi na to, że Spring Break jest festiwalem prezentującym głównie nowe kapele, prawie każdy koncert trwa zaledwie pół godziny. Większe gwiazdy – te z bogatym repertuarem potrafią dostać nawet 45 – 60 minut grania.

No, ale jak się chce ambitnie „zaliczyć” jak największą liczbę fajnych koncertów, trzeba wyjść z domu znacznie wcześniej. Od samego początku nie przewidzieliśmy tego, że musimy jeszcze odebrać festiwalową opaskę na ramię. Bez niej nie wejdziemy na żaden koncert. Wstępnie założyliśmy, że odbiór opaski zajmie nam kilka sekund. Kiedy przekroczyliśmy próg Zamku, zobaczyliśmy strasznie długą kolejkę. Ludzie stali tutaj w tym samym celu.
Mimo ogromnej kolejki, wydawanie opasek szło dość sprawnie. Minęliśmy jeden zakręt kolejki, szybko po tym kolejny. Nagle przed nami pojawił się kamerzysta TVP3 Poznań. Starszy wiekiem i niski mężczyzna, zarzucił sobie na ramię ogromną kamerę po czym dokładnie sfilmował stojących w kolejce ludzi. Zamek był bramą do festiwalu. Festiwalu, który budził miasto do życia.
Przyszła nasza kolej. Przy stoliku gdzie poza wejściówkami wydawano książeczki (jedna to harmonogram, a druga to magazyn z krótkim opisem wszystkich kapel i wywiadami co sławniejszych zespołów) stał akurat ten sam kamerzysta, którego spotkaliśmy wcześniej. Filmował babkę zakładającą opaski. Kiedy przyszła moja kolej, kobieta wysunęła dłonie z niezaciśniętą jeszcze dziewiczą smyczą. Moja ręka zadokowała w opasce niczym Sojuz cumujący na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Po tym jakże kosmicznym kotwiczeniu, powolnym ruchem pocałowałem mój serdeczny i środkowy palec i pokazałem do kamery tzw. Kiss the Peace. Niemalże identyczny do tego jaki pokazał Rhys Ifans w filmie „Radio na Fali” (28 sekunda).

The Boat That Rocked | Broadcasts To The Nation | Rhys Ifans kiss with peace

Nie wierzycie? To zobaczcie sami. Niestety z Kiss the Peace został tylko Peace 🙂 – 13 sekunda reportażu.

TVP3 Poznań: Szukaj muzyki. Enea Spring Break 

No ale pora powrócić do relacji ze Spring Breaka. Po nieudanej próbie z Dragonem mieliśmy trochę czasu i postanawiamy wykorzystać go na wypicie piwka w starej poczciwej Minodze. Kto imprezował w Poznaniu 20 lat temu, ten zna ten lokal. Od tamtego czasu nic prawie się w nim nie zmieniło. Nadal przy wejściu witają nas sporej wielkości obrazy z roznegliżowanymi paniami, które z perspektywy czasu oceniam dość wysoko.

Klub Pod Minogą
Klub Pod Minogą – Nic tak nie pobudza wyobraźni jak dobra sztuka (albo dwie)

Zupełnie zapomniałem, że na piętrze znajduje się sporych rozmiarów scena na której rozpoczęli granie: „Izzy & The Black Trees„. Bardzo dynamiczna gra poznańskiej grupy bardzo szybko rozkręciła zamuloną publiczność. Na scenie prym wiodła energiczna Iza Rekowska, która poza wokalem jest również gitarzystką w zespole. Po jakimś czasie doczytałem, że kiedyś uczestniczyła w projekcie Miss is Sleepy. Faktycznie troszeczkę przynudnawe granie ni jak się ma do tego co prezentuje Izzy ze swoimi czarnymi drzewami. Na scenie mieszały się różne gatunki grania począwszy od charakterystycznego punka, przez slowcore, a skończywszy na nastrojowej americanie, która nie ma nic wspólnego z kawą. Co ciekawe, zespół staje się coraz bardziej popularny nie tylko w Polsce ale i za granicą kraju gdzie Winter’s Coming Down pojawia się coraz częściej na listach przebojów niezależnych stacji radiowych w Australii jak i UK. Warto wybrać się na koncert Izzy & The Black Trees. Kapela 21 września ponownie zagra w klubie Pod Minogą.

Izzy and The Black Trees – „Winter’s Coming Down”

Kolejnym miejscem na naszej mapie koncertowej był zaprzyjaźniony Blue Note. Blue Note to popularny w całej Polsce jazzowy klub, który swoje piwnice poukrywał w zamkowych lochach. Od czasu do czasu warto spojrzeć na program tego klubu. Tutaj swoje koncerty grali m.in. Still Corners czy Julia Marcell. Relację z tego ostatniego przeczytasz w poście: Julia Marcell w Blue Nocie. Tutaj trafiliśmy na holenderski Klangstof. Chłopaki może i talent mają, ale w graniu i śpiewaniu za dużo kombinują i jak smrody na scenie się snują. Takie pitolenie nie dla mnie. Szkoda tracić na nich dalszą opowieść.

Przejdźmy dalej – tym razem do klubu Tama. To była moja pierwsza wizyta w tym miejscu. Z zewnątrz majestatyczny budynek, który w żaden sposób nie sugeruje co kryje wnętrze. W środku wyniosłe korytarze i wejście do ogromnej sali, której majestatyczność wzbudza w nas dreszcze. Co mówi o tym miejscu sama Tama:

„Tama to najbardziej wyrafinowana przestrzeń klubowo-koncertowa w Poznaniu. Zabytkowe wnętrze o powierzchni ponad 1000 metrów kwadratowych co weekend odwiedzają fani najlepszej muzyki elektronicznej”.

W Tamie swój pierwszy koncert – zagrali Besides. Ponoć to jeden z najpopularniejszych zespołów na polskiej scenie post-rockowej. Znaliście go wcześniej? Bo ja nie. I fajnie grali, ale po kilku kawałkach już się osłuchali i zaczęli przynudzać. Zmęczeni, ale zadowoleni wróciliśmy do domu. Dla tych którzy lubią i mają siły na imprezę, Spring Break zakłada imprezowanie do białego rana.

Besides – May I Take You Home?

Piąteczek, piątunio, grajo to co umio

Piątek ze wszystkich dni koncertowych na Spring Breaku wypadł najbladziej. 
Z wielkim opóźnieniem od razu pobiegliśmy na Dziedziniec Różany żeby posłuchać stare poczciwe Voo Voo.

Dziedziniec Różany
Zamkowy Dziedziniec Różany

Przybyliśmy przed czasem i mieliśmy jeszcze chwilkę na aklimatyzację. Luda dość sporo było, kolejki do wodopoju ogromne, gdzieś niedaleko ktoś rozbuchał lolka i od razu prawie wszyscy wokoło zaczęli komentować znajomy zapach. Każdy w tym momencie był jak Bill Clinton, który kiedyś w życiu palił, ale się nie zaciągał. No i zaczęli grać. Pięknie się tego słuchało. Najlepsze brzmienie jakie wydobywało się z ogromnego saksofonu Mateusza Pospieszalskiego raz wprawiało w zachwyt, innym razem denerwowało. Ale zagrany na samym początku utwór z nowej płyty „Takie Tam 1” chyba wypad najlepiej.

Po kilku kawałkach znane utwory przesiąknięte sporą dozą improwizacji zaczęły trochę denerwować. Mimo cudownie położonej sceny z Zamkiem w tle i miłych aczkolwiek chaotycznych dźwięków zdecydowaliśmy o zmianie.

Voo Voo – Takie Tam 1

Padło na Klubokawiarnię Meskalina, położoną w samym centrum poznańskiego rynku. Tam gdzie przesmyk łączy północną część rynku z południową dzisiejszego wieczoru zagrał The Devil’s Trade. Ta nazwa bardzo odpowiadała muzyce i nastrojowi jaki tworzył solowy wykonawca z Węgier.

Meskalina - The Devil's Trade
Klubokawiarnia Meskalina – The Devil’s Trade

Ustawiony sam na scenie wyglądem przypominał raczej marynarza z dalekich północnych mórz, aniżeli spadkobiercę Drakuli. Mroczne, czasami  diaboliczne kawałki opowiadały piękne aczkolwiek smutne historie z życia piosenkarza i jego kraju. Połączenie tradycyjnego folku z doom/stooner rockiem przemawiało głęboko w serca bardzo małej liczby zafascynowanych odbiorców. W przerwach pomiędzy utworami David Mako zachwycał się energią Poznania i samego festiwalu. Był zafascynowany otwartością i życzliwością ludzi z jakimi miał do czynienia na ulicach miasta. 
Postanowiliśmy wybudzić się z pół-letargu i pobiegliśmy do Blue Nota. Dzisiaj mieli tam jeszcze zagrać Terrific Sunday. Kapela z Poznania raczej nie była dla nas terrific. Ale to pewnie dlatego, że to był piątek a nie niedziela.

Terrific Sunday – Amok (dość ciekawy exportowy z Dragonem w tle)

Wyszliśmy z klubu i postanowiliśmy sobie dłuższą przerwę. Po kilku piwach wylądowaliśmy ponownie w Tamie tym razem na Rebece. Widać od razu, że Rebeka do tego występu przygotowała się należycie. Na scenę wraz z piosenkarką wyszedł cały zespół taneczny voque, który pokazał prawdziwe show. Taniec i szpileczki to spektakularne upadeczki – tak zapamiętałem pierwszy utwór z tancerzami.
Rebeka dała czadu i mimo sentyzatorowego brzmienia za którym aż tak bardzo nie przepadam, udało jej się ocalić ten chyba najsłabszy dzień festiwalowego grania.

B jak Blauka, B jak Błoto

Piątek ze wszystkich springbreakowych dni był chyba najnudniejszy. No ale została jeszcze sobota. Ambitny plan koncertowania już o 18:00 niestety nie doszedł do skutku. W sobotę byliśmy właściwie na dwóch koncertach: Blauce grającej w Dablinerze i Błocie w Blunocie.
Warszawska Blauka to kapela założona przez wokalistkę, kompozytorkę i autorkę tekstów Georginę Tarasiuk i basistę, kompozytora i producenta Piotra Lewańczyka. Georgina starszemu pokoleniu jest znana z programu Szansa na Sukces, w którym zaśpiewała utwór Natalii Kukuckiej „Dłoń”.

Georgina Tarasiuk – „Dłoń”

Cała kapela składająca się z 6 osób była bardzo zjawiskowa. Na scenie w Dablinerze panowała aura pogodności i radości. Wszyscy członkowie kapeli uśmiechali się do siebie nawzajem. No i jak zaczęli grać to od razu atmosfera opanowała cały klub. Każdy utwór wyjątkowy. Chciało się śpiewać refreny, kołysać w rytm granych melodii. A propo kołysania to stała obok mnie pewna para, która próbowała mnie w to swoje kołysanie wciągnąć waląc z premedytacją w moje prawe ramię. Szybka diagnoza pozwoliła mi stwierdzić, że primo albo to choroba sieroca, albo drugie primo zachęta do jakiegoś trójkącika.
No ale człowiek może mieć problemy z kontrolą przy takiej muzyce. Ktoś napisał na fanpejdżu zespołu: „wokol jak żyleta, muzyka jak krew”. Trudno się z tym kimś nie zgodzić. Aż chciałoby się wskoczyć na scenę i wspólnie z Blauką zagrać ten koncert.

Blauka w Dablinerze
Blauka w Dablinerze

Blauka nie ma na koncie jeszcze żadnej płyty i trudno spotkać ich na koncercie, bo grają bardzo rzadko. Nie dawno wydali 4 singiel „Polana” i ogłosili premierę płyty na 27 września.
Udało nam się zagadać po koncercie z Georginą i Piotrem. Byli bardzo przejęci tym, że koncert nam się spodobał. Rozmawiało się z nimi jak ze startymi znajomymi. Obiecali album i trasę koncertową, a na koniec strzeliliśmy sobie pamiątkową słit-focię.

Blauka to polski zespół alternatywny, tworzący muzykę z pogranicza rock/indie/vintage. Gatunek nazywany jest przez samych twórców inaczej jako ,retrospektywny rock rekreacyjny’, który w zasadzie mówi tyle samo niewiele, a jak ciekawiej brzmi. Blauka to spostrzegawcze, często humorystyczne teksty piosenek i rzadko spotykane dziś podejście do kompozycji muzycznej. Ich piosenki to zbiór przemyśleń, marzeń i galimatiasów ludzkich relacji, wrzucony do abstrakcyjnego worka pełnego groteski, absurdu i dystansu do samych siebie.

Tak o sobie pisze Blauka.

Blauka – „Zawzięcie”

Drugim zespołem którego słuchaliśmy sobotniego wieczoru był Błoto, które zagrało w Blue Nocie. Trudno cokolwiek było znaleźć na ich temat w necie.
Przede wszystkim ważne jest to, że kapela to dzieło przypadku: zrodziła się jak „kałuża po deszczu – a właściwie błoto po ulewie”. Jedyne co się przewija w wielu źródłach to to, że kapelę tworzą muzycy zespołu EABS i że „muzyka zespołu jest mocno osadzona w brutalnych hip-hopowych groovach, odwołujących się bardzo luźno do brzemienia lat 90-tych. Jest brudna i bezkompromisowa, jej siła leży w bębnach i basie”.
Czy faktycznie taka jest muzyka Błota? Wszyscy upierają się, że to raczej taneczne groovy, funk czy hip hop lat 90-ych, a dla mnie to po prostu fajny jazzik.
Niestety trudno o jakikolwiek utwór tej kapeli. Jedyny ślad jaki po sobie zostawili to funpage oraz info, że na przełomie 2019/2020 wydadzą płytę zatytułowaną Erozja Gleby.

Błoto w Blue Nocie
Błoto w Blue Nocie


Jednogłośnie stwierdziliśmy z Mary, że sobotnie koncerty były najlepszymi występami podczas tegorocznego festiwalu.

Krótkie podsumowanie

Spring Break to impreza zaskakująca pod wieloma względami. Zarówno dla tych którzy chcą odkrywać nowe granie w muzyce, jak i tych którzy stawiają na znane gwiazdorstwo. U mnie jak widać gwiazdorstwo objawia się raczej w okolicach bożonarodzeniowych.
Zaletą imprezy był bardzo tani wstęp do prawie wszystkich fajnych klubów w centrum Poznania, odwiedzanych tłumnie przez żądnych muzycznych rozkoszy springbrejkowców.
Koncertów było sporo, zaś chętnych żeby je wysłuchać, jeszcze więcej. W tegorocznej edycji zagrały łącznie 172 zespoły w 27 miejscach Poznania. Często było tak, że jakaś fajna kapela grała w małym klubie, który nie był w stanie pomieścić wszystkich chętnych. I to jest wadą tej imprezy.
No ale jak się już upatrzy kogoś wcześniej, to koniecznie trzeba przyjść grubo przed czasem, żeby mieć pewność że się wejdzie. Spóźnialskim zostaje stanie w kolejce (która nie daje pewności wejścia) lub wybór innego koncertu.
A wybierać jest naprawdę w czym.
Zachęcam do udziału w kolejnych odsłonach Spring Breaka.

Niech na podbój Poznania każdy chętny wyruszy, zwłaszcza ten co ma czas i muzycznie wrażliwe uszy. Hihihihi!

Spring Break to tak naprawdę Enea Spring Break ale z racji obrzydliwej ingerencji sprzedawcy taniej energii elektrycznej w festiwal, który poza nazwą nie ma z nim nic wspólnego, postanowiłem zbojkotować i wykluczyć firmę z postu.

Julia Marcell w Blue Nocie

julia marcell

Julia Marcell

Zdarza się Wam przeżyć niezwykłą historię życia? Taką, na którą czekaliście bardzo długo i którą na pewno wspominać będziecie jeszcze przez długi czas? Ja taką historię przeżyłem niedawno. Ale first things first!
Musiało minąć kilka długich miesięcy, żeby wreszcie kalendarz wskazał dzień 16 grudnia. Po szczególnie uciążliwym tygodniu (zagraniczne wojaże), wreszcie nadszedł piątek. Dzień od samego rana ciągnął się jak flaki z olejem, ale czym bliżej 19-stej, tym tempo przyspieszało. Miałem jeszcze tyle do zrobienia. W pewnym momencie stanąłem i powiedziałem sobie wprost: STOP! Nie wyrobię się w czasie. Nie dam rady dotrzeć na koncert na czas. Zaciągnąłem ręczny!

Wszedłem do windy, którą akurat zjeżdżała starsza pani. Po grzecznościowym Dobry Wieczór nastąpiła niespokojna cisza. Spojrzałemu ukradkiem w stronę staruszki, która tylko czekała na ten ruch.
– Właśnie idę na spacerek! – zagadała kobicinka.
– Pogoda idealnie się do tego nadaje – odrzekłem.
Kolejna cisza trwała już zdecydowanie krócej. Nie chcąc być nietowarzyski podzieliłem się swoimi planami na wieczór. Oj, widać, że temat chwycił, bo od razu usłyszałem pytanie, czyj to koncert.
– Jaki to jest rodzaj muzyki? – zapytała towarzyszka zjazdu (windowego).
– Alternatywny rodzaj popu!

(więcej…)

Nawiedzone studio – dla tych, którzy wiedzą co w muzyce najpiękniesze

nawiedzone-studio

Nawiedzone Studio

Mam niebywałą przyjemność zaprezentować Wam pewien muzyczy fenomem, stworzony przez nietuzinkową osobę. Jest to audycja muzyczna w Radio Afera, której prowadzącym jest Andrzej Masłowski. Czterogodzinny program rozpoczyna się w niedzielny wieczór o 22:00 i trwa do 2:00 czasu poniedziałkowego. Po odsłuchaniu sporej dawki muzycznych perełek, poniedziałek nie jest już taki zły, jakby normalnie nam się wydawało.
Autor programu jest swego rodzaju Melomanem z bardzo przejrzystymi zasadami, którymi kieruje się podczas audycji – jak chociażby to, że utwory „puszczane” są w całości, brakuje tam wszechobowiązującej komercji, co potrakować należy jako plus. Ale nie to jest najważniejsze. Słuchając audycji przenosimy się w klimat, którego w radio już nie ma (jeżeli kiedykolwiek był). Moim zdaniem, słuchając niebywałej i przepięknej zarazem muzyki, okraszonej niezwykle wyrafinowanymi komentarzami, dojrzewamy muzycznie – zamieniając się przy tym w słuchacza zaangażowanego i świadomego.

(więcej…)

Big Whisky and the GrooGrux King (2009) – Dave Matthews Band

okładka albumu

Dave Matthews Band – „Big Whisky and the GrooGrux King” (2009)

Ten rok zaowocował kilkoma naprawdę dobrymi albumami. Jednym z nich jest ostatni album Dave Matthews Band. To moim zdaniem najlepszy album grupy – być może dlatego, że siódmy (7) studyjny. Po czterech latach przerwy nareszcie wystartowali z nowym albumem – niestety bez jednego z członków – saksofonisty LeRoia Moora. Śmierć założyciela zespołu była szokującym przeżyciem dla wszystkich. Ten album został stworzony poniekąd na cześć Moora.
To między innymi dlatego ten album jest tak wyjątkowy.
Do nagrania płyty zaproszono trzech znanych muzyków: Jeffa Coffina – saksofon, Tima Reynoldsa – gitary, Rashawna Rossa – trąbka.
Krążek rozpoczyna ponad minutowa solówka zmarłego saksofonisty nagrana jeszcze za jego życia – 1. „Grux„. Następna piosenka – 2. „Shake Me Like a Monekey„, to chyba najweselsza kompozycja (jeżeli tak to można nazwać) na tym albumie. Bardzo dynamiczna z mocnym brzmieniem, ma się wrażenie że nadaje rytm całemu albumowi, ale jest to mylące.

(więcej…)

Kwantowa Teoria Wielu Światów – nie tylko dla fanów Eels

Otrzymałem nie tak dawno interesujący link z reportażem, którym głównym narratorem jest Mark Oliver Everett (Mr E), czyli lider grupy Eels. Z uwagi na to, że kapela ta jest mi dobrze znana (i lubiana) postanowiłem obejrzeć reportaż do końca.
Jego głównym bohaterem z kolei jest ojciem Marka Hugh Everett, który w wieku 24 lat stworzył kwantową teorię wielu światów. Przez wielu fizyków, postać ta jest umiejscawiana na równi z Newtonem czy Einsteinem.
Niezwykle interesujący program, oparty głównie na wywiadach z ludźmi, którzy znali Hugha Everetta, okraszony ciekawą muzyką zespołu Eels.
Produkcja: BBC Four

MUSE w Krakowie

muse-cracow

Muse w Krakowie

Muse to najlepszy koncertowy zespół świata. Takie opinie od dawna zbiera kapela z UK. Jeżeli chodzi o mnie to w pełni się z taką opinią zgadzam. Jak dla mnie sobotni występ MUSE na Coke Festival to jak na razie koncert życia.
Sam Coke Festival to z kolei najgorsza impreza w jakiej uczestniczyłem. Co mi się nie podobało to dojazd i błędne informacje jakie otrzymaliśmy na dworcu kolejowym, zaplecze gdzie można było coś zjeść i się napić (z dala od sceny głównej i narażenie na bardzo niesympatyczne basy ze sceny Coke), no i na koniec nagłośnienie, które nie należało do jakościowo najlepszych (jak to nazwał Jarek Gibadło z portalu student.pl; „Nagłośnieniowcy niestety spieprzyli sprawę (co było słychać już od początku występów na Main Stage) na siłę uwypuklając niskie tony, zapominając, że najważniejsze są środkowe pasma, w których przeca mieści się melodia każdego kawałka…”).
A tak poza tym zespół grający przed Muse był najgorszym supportem jaki kiedykolwiek słyszałem. PANIC! AT THE DISCO – Amerykanie którzy uwielbiani przez tłum ryczących czternastek grał wszystko na jedno kopyto.

(więcej…)

Bowmboi – Rokia Traore

Rokia

Pozostańmy przez chwilkę przy Afryce. Chciałbym tutaj napisać o malijskiej artystce, z którą kojarzą mi się bardzo wyjątkowe rodzinne chwile. Sięgam po trzech latach to tego właśnie albumu (Bowmboi z 2003 roku), który kilka lat temu w skuteczny sposób koił bóle porodowe wywoływane w trakcie narodzin Super Julka. Kiedy skurcze zaczęły przybierać na sile i były dość regularne, małżonka zażyczyła sobie usłyszeć właśnie te a nie inne melodie.
Płyta utrzymana jest w dość melodyjnym i łagodnym klimacie jak w pierwszym utworze M’bifo, czasami z przyspieszonym rytmem jak w piosence Sara, w innych głos Rokii wspierany jest przez mile brzmiące chórki jak np. w Mariama.
Nie ma tutaj wyróżniającego się utworu i dlatego całą płytę słucha się jednym tchem.
No tak, ale nie wiadomo o czym ta pani śpiewa. Istotnie język Banama (nie mylić z Bananarama) jest nam nie zrozumiały, jednakże piękne brzmienia muzyki etnicznej, wywodzące się z grupy Banama oraz przepiękny głos Rokii wynagradzają nam pozostałą resztę.
Jak dla mnie słuchanie tego albumu to podróż w odległe, nieznane krainy: pełne tajemnic, bogate w niezwykłe rytmy, zamieszkałe przez dobrych i serdecznych tubylców.
Jako ciekawostkę dodam, że to właśnie ten album otrzymał prestiżową nagrodę BBC Radio 3 World Music Award.

WP Radio
WP Radio
OFFLINE LIVE